"Bo Julia i ja".... cz. I Skąd się wzięłam?
Od czego się to zaczęło? Właściwie nie od kota. A może jednak od kota? Tak, chyba od kota. Ale nie kota, który teraz przemierza z nami świat, czy może my z nim. Zaczęło się od niezwykłych kotów na całkiem zwykłym podwórku Starego Miasta w Poznaniu. Podwórku jakich wiele. Przez lata panowała tam wielka, czarna trójka czyli magiczne trio trzech kocic - Szarki, Czarka i Czarki, niekiedy wizytowane przez dochodzącego, biało-burego Kocurka. Kocice były w zasadzie czarne, ale z pewnymi różnicami. Szarka na przykład, była brunatna, dość krępa, Czarek (którego jako dziecko początkowo wzięłam za kocurka, okazał się kotką, niemniej imię już pozostało) - pełen gracji, wysmukły, delikatny, cudownie zwinny, prawie sarni oraz Czarka - prawdziwa Dama. Dama przez duże "D". Urocza i piękna, bardzo tajemnicza, o pięknie brzmiącym, metalicznym "Miau", ogromnych zielonych oczach z gracją tancerki, odznaczała się olbrzymią elegancją. Czarek i Czarka były kruczoczarne. Wsz...